Szukaj

Reklama

Jaki Sejm, takie logo. Marny finisz obecnej kadencji.

Reklama

Uwaga. Ten artykuł będzie w sporej części odwoływał się do polityki i dla niektórych może się okazać napisany zbyt emocjonalnie, ale niestety taki aktualnie mamy polityczny klimat. Ciężko przechodzić obojętnie obok tego co się wyprawia. Nieodpornym odradzam dalszej lektury i zapraszam za kilka dni, kiedy wrzucę kolejny wpis.

Przejdźmy pomału do rzeczy. W polskim Sejmie uznano pod koniec kadencji, że w „swoim” portfelu posiada takie zasoby pieniężne, iż nie zaszkodzi trochę podziałać wizerunkowo. A ściślej rzecz biorąc – wizualnie. I tak oto podczas agonii obecnego nierządu, sprawiono nam jakże radosną niespodziankę w postaci nowego logo niższej izby parlamentu. Prawda, że piękne? A jakże potrzebne! Przecież aktualne logo ma już całe 4 lata, więc zdążyło się zużyć. Tak intensywnie było eksploatowane! To na stronie internetowej, czasami na stronie internetowej, a nierzadko również na stronie internetowej. Na pewno jeszcze przy okazji gdzieś się tam pojawiało, aczkolwiek było tyle sytuacji, że nie sposób ich zliczyć i zapamiętać, a co dopiero opisać. A wiadomo przecież, że logo jak smartfon – szybko się zużywa. Co się wtedy robi? Zmienia!

nowe-logo-sejmu-rp

Zwykle staram się nie komentować wypowiedzi na temat finansowej strony rebrandingów, bo nie ma większego sensu dyskusja z laikami i dziennikarzami, którzy krzyczą, że 5 tysięcy za logo, to idioci jacyś płacą, kiedy dzieci w przedszkolu za mirabelkę lepsze robią. Jednak tym razem sprawa jest całkiem poważna, bo za nowy znak sejmowy dano 12 tysięcy… euro. W przeliczeniu wychodzi jakieś 50 tysięcy złotych, co za samo zaprojektowanie logo i opracowanie księgi wizualnej jest już kwotą dosyć poważną, żeby nie powiedzieć nierozsądną. Tym bardziej, że w grę wchodzą pieniądze podatnika (a nie własne). A jeszcze gdyby na to nałożyć ogólną sytuację w kraju, to już w ogóle wielu osobom robi się niewesoło i łatwo podkręcić emocje. Jasne, że 50 kawałków nie rozwiąże wielu/żadnych problemów, ale jeśli już były na zbyciu (?!), to nie mogły zostać jakoś lepiej zainwestowane? Słusznie więc napisał Andrzej Ludwik Włoszczyński na swoim profilu Facebook:

„Sejm w nosie ma orła, zmienił sobie logosa na nowszego, wraz z księgą 12 tys. euro, od Janiszewskiego (solidaryca). Stać nas na pierdoły, na Orła nie.”

I tutaj dotykamy sedna. To nie cena jest problemem, ani nawet wątpliwa jakość nowego (a i starego) logo. Problemem jest arogancja/głupota polityków, którzy mają gdzieś polskie symbole narodowe, guzik na ich temat wiedzą i kompletnie nie mają zamiaru ich używać, ani propagować. Pewnie dlatego, że to przejawy nacjonalizmu, ksenofobii, a także faszyzmu. Rozumiem. Teraz poważnie – jak można nie korzystać z polskiego godła i flagi w sytuacji kiedy ma się największe przyzwolenie społeczne, żeby właśnie to czynić? Nie, zamiast tego lepiej tworzyć pierdołowate znaczki, w dodatku dla każdego inny, indywidualny, wyjątkowo brzydki. Jeszcze, żeby to wszystko było ze sobą spójne, z sensem opracowane, tak żeby identyfikacja była uzupełnieniem godła i flagi. Ale nie, w Polsce trzeba odwalać chałę, a najlepsze efekty pojawiają się, gdy odwala się ją cyklicznie – co roku, co dwa, albo co cztery lata. W końcu jak się bawić to na całego.

Niestety cyrk z Wiejskiej po raz kolejny urządza nam przedstawienie, którego reżyserem tym razem został nie za często już bywający na salonach Radosław Tomasz Sikorski. Postarał się jednak jegomość, żeby nawet po odejściu w cień media miały jeszcze okazję o nim powspominać. My za to, po raz kolejny możemy z przykrością obserwować jak rzewne kpiny odprawiane są na najwyższych państwowych urzędach. Brakuje słów…

Źródła: Czytelnicy :), Rzeczpospolita, tvn24

Skomentuj artykuł