Wadowice znowu mają problem z konkursowym logo

Wadowice mają nie lada problem z wyborem swojego logo. Już dwukrotnie zorganizowano konkurs na znak dla miasta i po raz drugi przedsięwzięcie okazuje się być klapą. W pierwszej edycji nie wybrano żadnego spośród 76 nadesłanych projektów. Nie chcąc chyba powtarzać kontrowersyjnej decyzji, druga edycja przyniosła rozwiązanie. Tyle, że bardzo wątpliwe.

Jury składające się z dwóch wykładowców ASP (sic!), grafika (sic!!!) i sekretarza gminy wybrało projekt Katarzyny Chociaj z wrocławskiej agencji PR Sarto. Propozycja nowego logo Wadowic to prosta konstrukcja składająca się z sygnetu przyjmującego kształt litery W, logotypu i hasła, które było narzucone wcześniej.

Projekt jest raczej przeciętny, a w dodatku na jego postrzeganie rzutuje przede wszystkim, nagłośnione przez lokalne (i nie tylko) media, ogromne podobieństwo ze stockową grafiką znalezioną przez internautów na biz-logo.com.

grafika-stock-biz-logo-wadowice

Oczywiście pierwsze co pojawiło się w internecie na ten temat, to słowo „plagiat” odmieniane przez wszystkie przypadki. Niejednokrotnie już pisałem, że z tak poważnymi zarzutami trzeba być naprawdę ostrożnym. Wiele osób kompletnie nie rozumie, co w ogóle oznacza ten termin, a bezmyślnie nim operuje na prawo i lewo. Szczególnie w tej sytuacji konkursowej plagiat nie jest rzeczą, o którą bym podejrzewał autorkę pracy. Dlaczego? Skoro pracuje ona na co dzień w agencji i zawodowo ma do czynienia z projektowaniem, zakładam, że zna konsekwencje takiego czynu i nie narażałaby swojej reputacji. Co wcale nie oznacza, że nie wykorzystała znalezionej w internecie grafiki, bo podobieństwo jest duże i rzeczywiście mogła to zrobić. Mogła ją jednak wykorzystać całkowicie legalnie dokonując jej zakupu i przerabiając na potrzeby wadowickiego konkursu, a więc gdzie tu plagiat? Od strony formalnej nie można by było mieć wtedy żadnych zastrzeżeń.

Można natomiast mieć zastrzeżenia jeśli chodzi o sposób postępowania, gdyby autorka rzeczywiście projekt konkursowy oparła na gotowym materiale kupionym za klika eurasów. Jednakże jej tłumaczenie, które można przeczytać na stronie aktualnego burmistrza Wadowic, przeczy takiemu procesowi postępowania. Autorka twierdzi, że szukając inspiracji posłużyła się znakiem Volkswagena i kilkoma przedstawieniami litery „W”, zaczerpniętymi z innego serwisu stockowego. Do tego dodaje:

„Przede wszystkim punktem wyjścia była wspomniana litera „W”, zaczerpnięta z czcionki Eras Demi ITC, która została zniekształcona i w zamyśle miała przypominać koronę.

katarzyna-chociaj-odpowiedz-proces-projektowania

Zdaję sobie sprawę, że logotypy są do siebie bardzo podobne, to jednak posiadają istotne różnice – kolor, brak cienia, kąt nachylenia, kolejność warstw.”

Czy takie tłumaczenie mnie przekonuje? Z jednej strony uzasadnienia autorki pracy i opis procesu powstawania znaku wydają się być wiarygodne, a na pewno możliwe do zaistnienia. Mimo to, zwróciłem uwagę na co najmniej dwie zastanawiające rzeczy. Po pierwsze, skąd pomysł i powód stylizowania litery „W” na koronę w przypadku Wadowic? Po drugie – czy wskazane przez autorkę różnice między dwoma znakami są w stanie obronić tezę, że obydwa projekty powstawały niezależnie? Kolor, czy kąt docięcia można łatwo zmienić, tak samo kolejność warstw, a cień bez problemu usunąć. Są to różnice zupełnie nieistotne, jeśli spojrzeć na styl, który jest prawie identyczny. Podobnie grubość kolorowych „belek” oraz zamysł kolorystyki – prawa część sygnetu kolorowa, lewa „wyszarzona”. Mnie osobiście przedstawione argumenty nie przekonują. Patrząc na logo Wadowic i szablonową grafikę widzę ewidentne podobieństwo, zamiast wyraźnych różnic. Nie ośmieliłbym się jednak nikogo oskarżać na podstawie własnych domysłów, bo też nie badałem tej sprawy w taki sposób, aby komukolwiek stawiać zarzuty.

Jakkolwiek by nie było, jedno jest pewne – Wadowice mają poważny problem z wykreowaniem swojej tożsamości wizualnej. Każda decyzja będzie teraz powodem do ataków. Jeśli logo zostanie wykorzystane, a nagroda wypłacona, posypią się gromy na jury, które wybrało projekt bardzo przeciętny, a w dodatku „kupiło” go po zawyżonej cenie. Jeśli zaś burmistrz nie uzna wyników i ponownie podejmie decyzję o nierozstrzyganiu przedsięwzięcia, po raz drugi poniesie konkursową klęskę. Być może zasłużoną, jeśli tak zależy mu na konkursach, które niosą zawsze spore ryzyko niepowodzenia, co zresztą obserwujemy w papieskim mieście. Między innymi z tego powodu są one jednym z najgorszych (jeśli nie najgorszym) sposobem opracowywania własnej tożsamości wizualnej. Jest jeszcze możliwość wyboru innej pracy spośród nadesłanych. Tylko, czy zdaniem jury okażą się one odpowiednie dla miasta, skoro już zwycięski projekt był… zastanawiający?
A można było po prostu wybrać agencję (w drodze przetargu), zlecić projekt i „szarpać się” z nią do momentu uzyskania zadowalających efektów.

Aktualizacja: 21.12.2015 okazało się, że burmistrz Wadowic unieważnił wynik drugiej edycji konkursu (informację przekazał Michał Górzny).

Źródła: wadowiceonline.pl, wadowice24.plRadio Kraków

PODZIEL SIĘ
Krzysztof Karaś
Twórca Branding Monitor, miłośnik logo, projektant grafiki użytkowej, zajmuje się brandingiem oraz marketingiem. Opisuje i analizuje zmiany w świecie marek. Branding i marketing traktuje nie jak sztukę, ale jak rzemiosło i praktyczne narzędzia do osiągania konkretnych celów.