„Hiszpańskie” marki dobrze nam znane

Wreszcie przerywam to długie milczenie na blogu i na dobry początek proponuję Wam krótką logostorię w nietypowym wydaniu. Październikowa pogoda akurat nie jest ostatnio najgorsza (wręcz przeciwnie), ale przenieśmy się w jeszcze cieplejsze rejony.

logostorie-znane-marki-hiszpania

Tak się złożyło, że zaraz na początku jesieni miałem okazję wylądować w Katalonii i przedłużyć sobie lato. W czasie urlopu udało się nie tylko odpocząć, ale też zwrócić uwagę na kilka ciekawych przypadków marketingowo-brandinowych. Są to lokalne odpowiedniki znanych nam w Polsce marek, które w tamtej części świata przybierają jednak inne szaty.

Na pierwszy ogień idzie Auchan, który w Hiszpanii występuje jako Alcampo. Na pierwszy rzut oka przejeżdżając obok tego hipermarketu można w ogóle nie dostrzec innej nazwy. Samo logo jest bardzo podobne, chociaż nie takie samo. I nie chodzi tutaj tylko o różne litery. Po dokładniejszych oględzinach zobaczymy, że inny jest także krój pisma. Nie są to wielkie różnice, ale jednak zastanawiające.

logo-auchan-logo-alcampo

Wewnątrz, robiąc zakupy, możemy natknąć się natomiast na Mimosin, którego w naszym kraju nie będziemy mieli okazji zdobyć. Możemy natomiast cieszyć się bliźniakiem, który nosi imię Coccolino.

logo-coccolino-logo-mimosin

Po zakupach udajemy się na trzydaniowy obiad, do którego w restauracjach zaserwują nam sangrię, wino, albo świeżo wyciskany sok pomarańczowy. Jeśli ktoś jednak życzyłby sobie inne smaki soku, może zostać uraczony butelką z etykietką, na której znajdzie logo Minute Maid. A „po polsku”? Po prostu Cappy. Podobieństwo jest ewidentne, więc chyba każdy, kto zna „polską nazwę” skojarzy o co chodzi z Minute Maid.

logo-cappy-logo-minute-maid

I na koniec zostawiłem Duluxa. Na półwyspie Iberyjskim Akzo Nobel mianował go jako Bruguer. Oprócz tego w logo nie znajdzie się raczej żadnych różnic. Jeśli występują takowe na mojej ilustracji, to tylko ze względu na nie najlepszą jakość znalezionej grafiki.

logo-dulux-logo-bruguer

O tym, że duże międzynarodowe firmy prowadzą swoje produkty pod różnymi markami dostosowanymi do lokalnych społeczności wie chyba każdy. Nie jest to ani żadna nowość, ani odkrycie. Jednak kupowanie czy oglądanie dobrze znanych produktów w swoim kraju pod inną marką w innym jest ciekawym doświadczeniem, zwłaszcza dla osób, które tak jak ja, mają zboczenie na punkcie logo i brandingu ;)