Kiedy mamy do czynienia z plagiatem, a kiedy nie?

Czym jest plagiat i kiedy mamy z nim do czynienia?

Praca twórcza nieustannie jest poddawana ocenom i analizom. Dokonują jej przeróżne osoby, bo też wszyscy mają do tego prawo.  Niestety nie wszyscy są skłonni do tego, by przed wyrażeniem własnej opinii powściągnąć czasami język (tudzież palce na klawiaturze) i należycie zgłębić temat, którego dotyczy wypowiedź. W ten sposób, przy prezentacji różnego rodzaju projektów, bardzo często dochodzi do nieuzasadnionych oskarżeń o plagiat wtedy, gdy zjawisko to w ogóle nie występuje.

Używając danych słów dobrze jest wiedzieć co one w rzeczywistości znaczą. Taka znajomość chroni nie tylko nadawcę przed zarzutami o bezmyślność, czy wręcz głupotę, ale może również oszczędzić wiele krzywd adresatom, w momencie gdy spotykają się oni z nieuzasadnionymi oskarżeniami. Jednym z takich powszechnie używanych słów jest właśnie plagiat. Niestety odnoszę wrażenie, że niewiele osób używających tego sformułowania ma świadomość tego, co ono tak naprawdę oznacza.

 

Czym jest plagiat?

Potocznie plagiat jest bardzo często mylony z podobieństwem, czy inspiracją. Nie są to jednak synonimy, a różnica między tymi zwrotami jest zasadnicza. Czym więc jest plagiat? We wpisie Magdaleny Miernik z Lookreatywnych znajdujemy informację, że w prawie pojęcie plagiatu nie występuje, ale doktryna prawna określa go następująco:

„Plagiat to pewnego rodzaju złodziejstwo intelektualne czy artystyczne, korzystanie bez zezwolenia z rezultatów cudzego wysiłku twórczego (…) pozbawienie twórcy prawa do autorstwa dzieła.” – J. Barta, Plagiat Muzyczny

Mówiąc prościej – plagiat jest zwykłą kradzieżą. W przypadku projektowania graficznego plagiatem nazwiemy sytuację, gdy dany grafik świadomie i bezprawnie wykorzystuje cudzą pracę i przypisuje sobie jej autorstwo, a następnie czerpie (lub ma zamiar czerpać) z tego tytułu korzyści.

 

Miej świadomość o co oskarżasz

Oskarżenie o plagiat jest zatem jednym z najcięższych jakie można postawić twórcy (nie tylko znaków). Podważa to jego kreatywność, uczciwość i wiarygodność, a przez to bardzo negatywnie wpływa na reputację.

Niestety w praktyce wielu wypowiadających się o rzekomym plagiacie prawdopodobnie nie zdaje sobie z tego sprawy. O ile jeszcze takie zachowania można wybaczyć zupełnym laikom, którzy pisząc „plagiat!” pod kolejnym przeprojektowaniem logo jakiejś marki, wyrażają zwykle tylko swoje emocje (a nie rzeczowe opinie), o tyle nie można przymykać oka na fakt, że podobne zarzuty, bez należytej analizy formułują dziennikarze i media. Dziennikarz powinien mieć pełną świadomość tego jak jego wypowiedzi kształtują opinię o autorze, zwłaszcza gdy idzie o plagiat.

Najgorsze jest to, że czasami tego słowa nadużywają też osoby, które w branży kreatywnej funkcjonują od dawna i wymagałoby się od nich większego zorientowania w temacie. Motywacją dla takich wypowiedzi, oprócz zasygnalizowania swojego oburzenia, bywa też chęć wzbudzenia sensacji, a przez to podbicia liczby kliknięć, lajków i odwiedzin strony. Czy jednak nie powinniśmy być w tym wszystkim bardziej ostrożni?

 

Kiedy plagiat, kiedy podobieństwo?

Każdorazowo, gdy pojawia się podejrzenie o popełnienie kradzieży utworu, powinniśmy dokładnie przeanalizować sytuację. Wiemy już, że plagiat jest świadomym użyciem cudzego dzieła. Oczywiście plagiator zwykle się do tego nie przyzna, więc oceny należy dokonać po widocznych symptomach, ale trzeba to zrobić z rozwagą, uwzględniając sytuację, w której można mówić co najwyżej o wysokim podobieństwie, a nie plagiacie.

Chociaż osobiście jestem bardzo ostrożny z oskarżaniem kogokolwiek o plagiatowanie utworów, to gdy zachodzi taka sytuacja, mówię jasno, że popełniono kradzież. Tak było na przykład z opisywanym kiedyś przeze mnie przypadkiem firmy Idea Biznesu, która to bezczelnie kradła znaki innych projektantów przypisując sobie ich wykonanie.

Przykład plagiatu - logo Agnes Kovacs
Plagiat logo Agnes Kovacs popełniony przez Ideę Biznesu
Przykład plagiatu - logo Porta Drzwi
Splagiatowane przez Ideę Biznesu logo Porta Drzwi (autorstwa Łukasza Ociepki)

Przykłady widać powyżej. W tym przypadku rzeczywiście można dostrzec gołym okiem, że są to te same utwory, a splagiatowane wersje zostały tylko nieudolnie przeprojektowane. O ile w tym przypadku w ogóle można było mówić o projektowaniu.

Innym przykładem może być nagłośniona przez media (źródło) sprawa logo PZU i „wzorowanego” na nim „dzieła” pewnego rosyjskiego grafika.

Plagiat logo PZU
Plagiat popełniony przez rosyjskiego grafika, który wykorzystał znak PZU autorstwa White Cat Studio

Częściej jednak spotykam się z sytuacją, gdy twórcom pochopnie zarzuca się przestępstwo plagiatu, pomimo braku dowodów, a nawet jakichkolwiek przesłanek pozwalających podejrzewać ich o jego popełnienie. Dlatego w dalszej części tego artykułu skupiłem się na sytuacjach, w których plagiatu się nie popełnia (albo ryzyko jego popełnienia jest niewielkie), a mimo to autorzy znajdujący się w takim położeniu często bywają o niego oskarżani.

 

Wykorzystanie podobnej, czy nawet tej samej inspiracji

O plagiacie nie mówimy na przykład wtedy, gdy w porównywanych znakach występuje tylko podobny motyw. Sam fakt korzystania z tego samego pomysłu nie jest wystarczający do postawienia zarzutu o kradzież. Nawet jeśli twórca późniejszego znaku wcześniej znał i widział symbole oparte na podobnych elementach, ale przedstawił je inaczej, niezależnie, nie popełnił plagiatu. Dzięki temu wiele znaków może korzystać na przykład z sylwetek charakterystycznych budowli, zwierząt, czy kształtów, a nie tylko pierwszy, w którym dany pomysł/element zawarto.

Przykłady znaków z motywem czarno-białych pasów
Powtarzający się motyw czarno-białych pasów w logo.
Przykładowe logo z motywem lwa
Motyw lwa w różnych znakach.

Tak samo sytuacja wygląda z literami, czy prostszymi kształtami jak koło, kwadrat, trójkąt. Im prostsze, tym większe jednak prawdopodobieństwo, że gdzieś funkcjonuje już podobny symbol, ale jak wspomniałem – podobieństwo to jeszcze nie plagiat. Po prostu najprostsze idee są bardzo łatwe do powielenia.

Mniejsze, czy większe podobieństwo może wpływać na subiektywną wartość znaku (np. ze względu na zaniżony poziom oryginalności, czy rozpoznawalności), ale nie stanowi przestępstwa, zwłaszcza gdy dotyczy tylko pewnej koncepcji. Wszystkie poniższe znaki są oparte na podobnym motywie koła, a jednak nikt nie zarzuca ich autorom plagiatu.

Przykłady znaków z motywem koła - Vodafone, Target, Beats
Przykłady znaków wykorzystujących motyw czerwonych kół.

Podobieństwo może dotyczyć także motywów złożonych, wykorzystujących nie tylko kształty, ale i kolory, sposób przedstawienia, przekaz, kompozycję. Spójrzmy na poniższe przykłady. Mimo że znaki są do siebie zbliżone, nie odważyłbym się twórcy któregokolwiek z nich oskarżyć o plagiat. Mogła tutaj wystąpić co najwyżej silna inspiracja (podejrzewam, że głównie trendami), która doprowadziła projektantów do podobnych efektów, ale nie możemy mówić o plagiacie.

Znaki z podobnym schematem - nachodzących elementów
Przykłady znaków wykorzystujących motyw nachodzących elementów.
Motyw wielokolorowych gradientów w logo
Przykłady znaków z motywem wielokolorowego gradientu.

 

Równoległe opracowanie podobnych utworów

Zdarza się, że znaki noszące znamiona zbyt dużych zapożyczeń nie są plagiatem również z innego powodu – niezależności opracowania. O ile podczas inspiracji autor jest świadomy, że wzoruje się na czymś podobnym i nie powinien przekraczać pewnych granic, o tyle w przypadku równoległego powstawania dwóch utworów, twórcy zupełnie nie mają pojęcia, że tworzą podobne dzieła.

Często w takiej sytuacji mówi się o utworach powstających w dwóch różnych miejscach świata, przez co wiele osób patrzy na to sformułowanie z perspektywy kontynentów, czy państw. Tymczasem wcale nie muszą to być odległości dochodzące do tysięcy kilometrów. Czasami wystarcza ich kilkaset, czy kilkadziesiąt, żeby właściciel sklepu w Białymstoku nie miał pojęcia o podobnej placówce w Toruniu, nadając swojemu przedsięwzięciu podobny symbol i nazwę. W takim przypadku może się okazać, że dwa funkcjonujące znaki, nawet identyczne (np. ze względu na oszczędną formę) nie są plagiatem. Oczywiście może wystąpić problem z ich poprawnym zarejestrowaniem (przynajmniej jednego z nich), tylko że nie wpływa to na fakt niepopełnienia kradzieży.

 

Legalne wykorzystanie cudzych utworów

O plagiatach często słyszymy również przy schematycznych konstrukcjach, które mogą być całkowicie legalnie wykorzystane do stworzenia utworu wtórnego. Mam tutaj na myśli symbole kupowane z baz stockowych, gdzie za parę groszy możliwe jest legalne pobranie grafiki, czy nawet logo.

Kwestią do szerszej dyskusji są w takich przypadkach warunki licencyjne stawiane przez konkretnego sprzedawcę, niemniej jednak istnieją dostawcy, którzy za jednorazową opłatą oddają w ręce kupującego wzór wraz z prawem do jego modyfikacji i komercyjnego wykorzystania. Zgodzę się, że ciężko mówić w takich przypadkach o oryginalności, zwłaszcza gdy jedno takie logo kupi kilkadziesiąt osób, ale nie można od razu oskarżać o kradzież.

Dla zobrazowania sytuacji weźmy przykład Wadowic, o którym również kiedyś pisałem. Pod koniec 2015 roku rozstrzygnięto konkurs na logo tego miasta, który wygrała osoba zgłaszająca do niego poniższy utwór. Nie trzeba było długo czekać na rozpętanie afery. Internauci bardzo szybko odkryli, że znak jest niemalże identyczny z szablonem dostępnym na jednym ze stocków.

Porównanie logo Wadowic z szablonową grafiką
Logo Wadowic wybrane w konkursie w 2015 i grafika ze stocka.

Oczywiście pierwsze o co została oskarżona autorka, to plagiat. Nikt z wypowiadających te bezmyślne komentarze nie wziął pod uwagę możliwości legalnego zakupu i wykorzystania zaprezentowanej grafiki. Ostatecznie wybór unieważniono, ale nie ze względu na popełnienie przestępstwa, a przez wątpliwą zdolność wyróżniającą i powielanie szablonowych rozwiązań.

Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku gminy Rudziniec. Zwycięska praca również okazała się materiałem ze stocka, ale tym razem doszły jeszcze problemy licencyjne. Jedna z komentujących publikację na Facebooku wskazała bowiem, że nawet po zakupie, serwis Freepik oferujący tę grafikę, nie zezwalał na użycie jej jako logo (sic!).

Porównanie logo gminy Rudziniec
Wyłonione w konkursie logo gminy Rudziniec (z którego zrezygnowano) oraz materiał ze stocka.

Zachodziło więc pewne prawdopodobieństwo nielegalnego użytku, ale mogło ono równie dobrze wynikać z niedopatrzenia kupującego. W związku z tym osobiście byłbym powściągliwy w używaniu słowa plagiat, mimo że samo zgłaszanie szablonowego projektu do konkursu, w którym wymagano oryginalnego podejścia, czy niedoczytanie warunków licencyjnych z punktu widzenia pracy twórczej uważam za wysoce naganne.

W każdym razie, mimo że korzystanie z cudzych utworów, zgodnie z prawem i warunkami licencyjnymi, niewiele ma wspólnego z kreatywnością, nie jest też kradzieżą. Ktoś na tym zarabia i godzi się na to, więc widząc znaki podobne do szablonów wystawionych na sprzedaż, ostatnią rzeczą jaką można o nich pomyśleć to „plagiat”. Oczywiście i stockowe grafiki można splagiatować, używając ich świadomie bez uiszczenia opłaty, ale by to stwierdzić trzeba podjąć bardziej angażujące działania, niż tylko wizualne porównanie dwóch wzorów.

 

Inspiracje trendami, modą i stylistyką branży

Ostatnim, ale myślę, że dość interesującym przypadkiem na jaki chciałbym zwrócić uwagę w tym wpisie są znaki inspirowane trendami (pomijam tutaj zupełnie ocenę faktu sugerowania się modą podczas procesu projektowania). Również w stosunku do takich utworów zdarza się czasem spotkać nie do końca przemyślane opinie. Problem najczęściej pojawia się w bardzo minimalistycznym podejściu, gdzie wyróżnikiem ma być niewiele znaczący element lub sama tylko nazwa marki.

Przykłady minimalistycznych znaków opartych na logotypieMinimalilstyczne znaki czarno-białe oparte na logotypie

Wizualnie znaki są podobne, ale czy można zarzucić któremuś z nich plagiat? Autorzy tego typu konstrukcji mogą co najwyżej obawiać się zarzutów o pozbawianie swoich utworów cech wyróżniających, ale niekoniecznie uzasadnionych oskarżeń o kradzież. Forma takich utworów jest bowiem spowodowana dominującą w danej branży, czy danym okresie stylistyką i/lub modą.

Podobne sytuacje nie dotyczą jednak tylko i wyłącznie aktualnych trendów i nurtu skrajnego minimalizmu. Identyczne problemy bywają związane ze starymi, utrwalonymi już znakami. W serwisie Brandemia opublikowano ciekawy przypadek analizujący dwa znaki – Coca-Coli oraz Cacaolat.

Zestawienie znaków Coca-Coli i Cacaolat

Pierwszej marki przedstawiać nikomu nie trzeba. Pod drugą, kryje się natomiast sprzedawany w Hiszpanii kakaowo-mleczny napój, niezwykle popularny w całym kraju i dobrze znany od ponad 80 lat. Tłum, widząc takie zestawienia od razu zaczyna krzyczeć: „plagiat!”, a fachowcy przystępują do analizy.

Rozważania rozpoczęto od historii obu marek i porównania procesów ich powstawania. Amerykańska Coca-Cola na swoim rodzimym rynku pojawia się w 1886 roku, zaś pierwszy znany symbol marki, według autora wpisu wyglądał jak poniżej.

Pierwsze używane logo Coca-Coli

Sprzedaż Cacaolat w 1933 roku inicjuje natomiast Joan Viader Roger, w Barcelonie. Pierwszy udokumentowany znak identyfikujący jego produkt prezentował się następująco.

Etykieta z pierwszym logo Cacaolat

Na tym etapie widać elementy wspólne, ale i wyraźne różnice pomiędzy dwoma utworami. Autor analizy zwraca również uwagę na genezę obu nazw. Wszak w dużym stopniu mogła ona wpłynąć na efekt końcowy. Coca-Cola pochodząca od liści koki i orzechów koli nie ma za wiele wspólnego z kakao i mlekiem (llet z katalońskiego i leche z hiszpańskiego) tworzącymi nazwę Cacaolat.

W kolejnym kroku przedstawia kilka symboli pochodzących z podobnego okresu, zwracając uwagę na to, że charakterystyczne dzisiaj wykończenia typograficzne w analizowanych logo, wcale nie były takie oryginalne w momencie ich powstawania. Wyraźnie widać nawiązania do pewnych trendów i panującej ówcześnie stylistyki.

Stylistyka znaków z początków XX wieku

Jakby tego było mało, przywołana zostaje opinia Txema Fernandeza, specjalisty od rejestracji znaków, który po konsultacji z hiszpańskim odpowiednikiem naszego urzędu patentowego, stwierdza, że żadna prośba związana z rejestracją znaku towarowego Cacaolat nie spotkała się ze sprzeciwem ze strony Coca-Coli, dystrybuowanej na tamtym terenie od 1913 roku. Czasami bezpośrednie konfrontacje pomiędzy zainteresowanymi stronami, czy też ich brak, również mogą rzucić nowe światło na daną sytuację.

Ostatecznie autor opracowania stwierdza, że podobieństwo dzisiejszych wzorów jest na pewno duże, jednak nie posądza twórcy logo Cacaolat o popełnienie plagiatu. W dużym stopniu wynika ono z historii tych marek, jak i chęci zachowania utrwalonej stylistyki.

Jakkolwiek by nie było, przywołany przypadek obrazuje, że czasami do rozsądzenia o plagiacie lub jego braku potrzeba niezwykłego zaangażowania, rzetelnej analizy i przebrnięcia przez niełatwy proces porównawczy. Tymczasem zbyt wiele osób bardzo często szafuje tym oskarżeniem nie zdając sobie sprawy z jego znaczenia i zupełnie nie wgłębiając się w poruszaną tematykę.

 

Tak więc ostrożnie z „plagiatem”

Zdaję sobie sprawę, że niniejszy artykuł na pewno nie wyczerpuje tematu plagiatowania, ale mam nadzieję, że przywołane aspekty odrobinę poszerzają wiedzę i świadomość na temat tego czym plagiat może być, a czym nie jest. W żadnym wypadku nie jest to głos mający bronić nieuczciwych twórców. Jeśli ktoś kradnie cudzą pracę, jak najbardziej jego zachowanie należy nazywać po imieniu. Z drugiej strony życzyłbym sobie, aby osoby wypowiadające się na temat podobieństwa utworów, korzystały jednak ze słowa „plagiat” z większym wyczuciem i ostrożnością, by nie krzywdzić tych, którzy z taką praktyką nie mają nic wspólnego.

W tekście, oprócz wskazanych już źródeł, korzystałem z materiałów dostępnych na następujących stronach: Brand New, alw.pl, Sports Logos, Brands of the World, Znaki Towarowe, Prakreacja, Behance